Przejdź do głównej zawartości

Mój przyjaciel DRAGO, czyli ludzie to mają fantazję


   W najważniejszych wiadomościach na Google, wyświetliła mi się strona Wielka Historia, zachęcająca do zapoznania się z książką "Mój przyjaciel DRAGO". Podobno są to wspomnienia wybitnego żołnierza Navy Seals, czy też jak w recenzji pisze pułkownik Gąstał, legendarnego. Legendarny zapewne z powodu że sam legendę o sobie stworzył. Zacznijmy od początku. Przyznaję, książki nie czytałem, kupić nie kupię, a swoje spostrzeżenia i uwagi opieram na fragmentach zamieszczonych na portalu Wielka Historia, oraz opisie w Świecie książki. 
   Bohaterem jest Tomasz Dzieran, urodzony w październiku 1960 roku. Żyjąc w biedzie walczył o przetrwanie na ulicy, zapewne zbierając butelki żeby było za co chleb kupić. Z tej biedy trenował sztuki walki. Z tego co pamiętam, to treningi do tanich nie należały, a i kluby nie były tak powszechne jak obecnie. Podobno zasmakował w życiu przemytnika opozycjonisty. Czyli albo ulotki, albo wódkę przed 13:00 roznosił po mieście. W czasie Stanu Wojennego za tą działalność, w wieku 20 lat trafił do więzienia. Nie jestem geniuszem z matematyki, ale kiedy rozpoczął się Stan Wojenny, Tomek miał 21 lat. W sumie drobiazg, ale warto zauważyć że był szczególnie niebezpieczny jeżeli aresztowano go na samym początku Stanu Wojennego. Nie wiem, nie pisze ile czasu go tam torturowano, o czym zapewnia, w każdym razie wreszcie go wypuszczono, ale spokoju nie dano. Był na tyle znaczącym opozycjonistą że Milicja na każdym kroku go prześladowała i znosił liczne szykany, takie jak wielogodzinne wożenie go radiowozem, czasami wywożeniem za miasto. Podczas tych budzących grozę przejażdżek, obiecano mu że urwą mu głowę ( popularny w każdym zakątku świata sposób zabójstwa), i że skończy jak Popiełuszko. Młody chłopak nie na żarty się wystraszył i postanowił wyjechać z Bloku Wschodniego. W ambasadzie USA wyjaśniono mu jakie potrzebuje papiery żeby móc zostawić rodzinę skazaną być może na represje z powodu jego ucieczki. Po pierwsze musiał mieć w porządku książeczkę wojskową w której powinien mieć wpis o odbyciu służby wojskowej, lub o niezdolności do tego. Tak się zastanawiam, wyjechał Tomasz w wieku 24 lat, i miał nieuzupełnioną książeczkę wojskową? Nie stawał przed komisją wojskową? Przecież właśnie był w wieku kiedy powinien wychodzić do cywila! Załóżmy że jakoś sprytnie się z tego wywinął. Poszedł załatwiać sprawy w WKU. Kiedy usłyszał że powinien służyć w wojsku a nie za granicę wyjeżdżać, po pierwsze pochwalił się wiedzą na temat korony na głowie orła naszego godła ( wiadomo, Polska jest jedyną republiką afiszującą się koroną), po czym znieważył godło państwowe i nakrzyczał na przyjmującego go majora. Z tego uniesienia zapomniał Że Legiony Polskie również używały nieuznawanego przez niego godła, i takie też było pierwsze godło II RP.  Zdumiewające, major się dzielnego chłopca wystraszył i dokonał wpisu jakiego ten żądał. Chyba jednak kiedyś prawo było łagodniejsze. Obecnie gdybym tak postąpił, miałbym sprawę w sądzie co najmniej o znieważeniu symboli państwowych oraz obrazę urzędnika państwowego. Paszport, jako wróg PRL, dostał już szybko. Problemem było okazanie 10 dolarów. Przynajmniej tak pisze że miał je tylko okazać. Z tego co wiem, to tyle wynosiła opłata za wizę, czyli niewiele więcej niż opłacenie miesięcznych treningów sztuk walki. I tutaj się chłopak na chwilę zaciął.  Dolar w tym czasie u cinkciarza kosztował około 200 zł, przy przeciętnym wynagrodzeniu 16000 zł ( moje tylko niecałe 13000).Na szczęście mama wysupłała wszystkie swoje oszczędności, i u cinkciarza, nie jak on sam mówi u konika, kupił te 10 dolarów. Chociaż w ambasadzie często była możliwość wymiany złotówek na dolary. Wolał przepłacić, w końcu to nie jego pieniądze. Swoich podobno  nie miał. Wynika z tego że trenował za pieniądze mamy, unikając wszelkiej pracy. Zuch chłopak. Tak poza tematem wspomnę że chłopak który ze mną ćwiczył, podpadł władzy w czasie Stanu Wojennego i jako jednostka niepewna politycznie miał zakaz uczęszczania na treningi. W tamtym czasie znajomość sztuk walki traktowano na równi z posiadaniem broni palnej. Na serio.  Nie zaprzeczę, nasz bohater miał wiele szczęścia że w tamtych czasach mógł spokojnie spędzać czas unikając pracy. Jeszcze większe szczęście miał że nikt go nie zatrzymywał podczas godziny policyjnej. Musiał ją wielokrotnie naruszać, jeżeli był wywożony po za miasto tuż po treningu. Treningi zwykle odbywają się popołudniami, ja w 1984 kończyłem je o 20:00, a jeżeli treningi odbywały się na Warszowie, to 19:00, właśnie dlatego żeby wszyscy zdążyli wrócić do domu przed godziną policyjną. Chociaż, całkiem możliwe, że on akurat jako niepracujący, trenował w godzinach znacznie wcześniejszych. Wyleciał do Berlina Zachodniego w lutym 1984 roku. Naprawdę??? Ktoś ten kit łyka??? W lutym 1984 wyjechał, na paszport czekało się dosyć długo, teraz syn oczekiwał na jego wydanie pięć miesięcy. Pamiętacie jak go szykanowali i straszyli milicjanci? Jak obiecywali mu los Popiełuszki? LUDZIE! Skąd oni i przyszła legenda o tym wiedzieli? Popiełuszko został zabity w październiku 1984 roku! No cóż, nie darmo nazywa siebie legendą. 






























Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Stan Wojenny 1981 roku.

     Minął prawie tydzień od czterdziestej rocznicy wprowadzenia Stanu Wojennego przez Wojciecha Jaruzelskiego. Pamiętam ten dzień. Niedziela, Polanica Zdrój, sanatorium "Leśny Ludek". To był mój trzeci pobyt w tym sanatorium, pierwszy zimową porą. Pamiętam że raczej wszyscy byli bardziej zainteresowani i przygnębieni tym że zabrakło" Teleranka", niż tym że wprowadzono jakiś tam Stan Wojenny. Humor porawił nam komunikat że dzisiaj nie nikt nie musi iść do kościoła i wydaje mi się że tylko jedna dziewczynka był tym przybita. Dostaliśmy tego dnia prezent. Na podwieczorek każdy dostał podwójną porcję ciasta, tak mniej więcej połowę blachy. Potem zaś odwiedzili nas komendant MO oraz proboszcz. Żyli raczej zgodnie, zwracali się do siebie po imieniu. Jeden pokazał parę technik z samoobrony, drugi opowiadał o ziółkach i jak je parzyć, zbierać oraz na co stosować. W sumie dzień uznaliśmy za udany.                        ...

Wyją syreny, a reakcja ludzi - żadna

            Podobno tak było podczas próbnego alarmu w ostatnią sobotę. Ja mieli ludzie zareagować? Specjaliści już pośpieszyli z odpowiedzią. Ludzie powinni natychmiast szukać schronienia, czy to w schronie, czy w piwnicy lub chociaż w jakimś budynku. A najlepiej żeby zabrali też ze sobą plecak ewakuacyjny. Niby proste, ale jednak... Specjaliści albo nie są z Rzeczypospolitej, lub niezbyt często mają okazję bywać na mieście. Wygląda na to że zaczynam się czepiać, ale zaraz wyjaśnię w czym rzecz.      Kiedyś mieliśmy na osiedlu, w czterech budynkach pomieszczenia mające służyć za schrony. Były one jednocześnie używane jako magazyny OC. Kiedy jednak radośnie poddaliśmy się we wszystkim USA i staliśmy się im bezwarunkowo powolni we wszystkim, magazyny zlikwidowano, a pomieszczenia przekształcono w rowerownie. Czasy nadal się zmieniały, prawo własności, a właściwie chęć odseparowania się od innych ludzi, sprawiły że nawet gdyby te schrony nadal ...