Przejdź do głównej zawartości

Wyją syreny, a reakcja ludzi - żadna

   

        Podobno tak było podczas próbnego alarmu w ostatnią sobotę. Ja mieli ludzie zareagować? Specjaliści już pośpieszyli z odpowiedzią. Ludzie powinni natychmiast szukać schronienia, czy to w schronie, czy w piwnicy lub chociaż w jakimś budynku. A najlepiej żeby zabrali też ze sobą plecak ewakuacyjny. Niby proste, ale jednak... Specjaliści albo nie są z Rzeczypospolitej, lub niezbyt często mają okazję bywać na mieście. Wygląda na to że zaczynam się czepiać, ale zaraz wyjaśnię w czym rzecz.

     Kiedyś mieliśmy na osiedlu, w czterech budynkach pomieszczenia mające służyć za schrony. Były one jednocześnie używane jako magazyny OC. Kiedy jednak radośnie poddaliśmy się we wszystkim USA i staliśmy się im bezwarunkowo powolni we wszystkim, magazyny zlikwidowano, a pomieszczenia przekształcono w rowerownie. Czasy nadal się zmieniały, prawo własności, a właściwie chęć odseparowania się od innych ludzi, sprawiły że nawet gdyby te schrony nadal były schronami, jak mógłby się ktokolwiek do nich dostać? Mieszkańcy danych bloków, owszem, mogliby, gdyby mieli do nich dostęp, ale człowiek będący akurat na ulicy? Będzie dzwonił domofonem pod każdy numer żeby ktoś łaskawie zechciał go wpuścić do budynku? A potem żebrać o dostęp do piwnicy? Obecnie, ktoś jadący przez miasto samochodem, usłyszy alarm i co robi? Tarasuje ulicę i szuka schronienia. Ulicę musi zatarasować, bo przecież nie będzie szukał wolnego miejsca parkingowego, a zjazd z ulicy jest praktycznie niemożliwy przez wszechobecne słupki, którymi każda wspólnota stara się odgrodzić od reszty Świata. Schronienie znajduje stojąc pod drzwiami wejściowymi do budynku. Może by i ktoś go wpuścił, ale co jeżeli mieszkańcy karnie szybko sami zbiegli do piwnicy? Chociaż może akurat ktoś wyjrzy żeby obczaić sytuację. Usłyszy walenie do drzwi, otworzy, ale że nieznajomy, kto wie, może zażąda dowodu tożsamości, bo kto wie czy to nie szpion? Biedny kierowca zaczyna tłumaczyć że dowód ma, ale zgodnie z zaleceniem, został w domu zapakowany do plecaka ewakuacyjnego.

   Kolejna sprawa, skąd mam wiedzieć że dany alarm jest skierowany do nas, mieszkańców? U nas co czwartek z jednostki wojskowej rozlega się alarm, raz chemiczny, raz lotniczy. Możliwe że będą jeździły radiowozy i oznajmiały przez megafon żeby się ukryć. Tylko że jak będę w domu to i tak nic z tego. Podczas ataku pewnego wirusa, też jeździły radiowozy i coś tam obwieszczano. Ja na 11 piętrze słyszałem "yy, ą, ą, aaayyyy...." W każdym razie coś w tym stylu.

    











Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Mój przyjaciel DRAGO, czyli ludzie to mają fantazję

   W najważniejszych wiadomościach na Google, wyświetliła mi się strona Wielka Historia, zachęcająca do zapoznania się z książką "Mój przyjaciel DRAGO". Podobno są to wspomnienia wybitnego żołnierza Navy Seals, czy też jak w recenzji pisze pułkownik Gąstał, legendarnego. Legendarny zapewne z powodu że sam legendę o sobie stworzył. Zacznijmy od początku. Przyznaję, książki nie czytałem, kupić nie kupię, a swoje spostrzeżenia i uwagi opieram na fragmentach zamieszczonych na portalu Wielka Historia, oraz opisie w Świecie książki.     Bohaterem jest Tomasz Dzieran, urodzony w październiku 1960 roku. Żyjąc w biedzie walczył o przetrwanie na ulicy, zapewne zbierając butelki żeby było za co chleb kupić. Z tej biedy trenował sztuki walki. Z tego co pamiętam, to treningi do tanich nie należały, a i kluby nie były tak powszechne jak obecnie. Podobno zasmakował w życiu przemytnika opozycjonisty. Czyli albo ulotki, albo wódkę przed 13:00 roznosił po mieście. W czasie Stanu ...

Bo My Polacy pomaganie mamy w genach